Skandal antykoncepcyjny
W wielu państwowych przychodniach lekarze odmawiają kobietom wymiany wkładek wewnątrzmacicznych, choć jest to zabieg refundowany przez NFZ.
To złamanie prawa – protestują organizacje pozarządowe zajmujące się zdrowiem reprodukcyjnym. Warto zaznaczyć, że w Polsce to jedyna metoda antykoncepcji dofinansowana przez państwo.
Odmowy wymiany spirali miały miejsce w placówkach zdrowia w województwie małopolskim.
„ Z ostatnich doniesień prasowych oraz informacji uzyskanych przez telefon zaufania prowadzony przez Federację na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny wynika, że w przychodniach posiadających kontrakty z NFZ na świadczenia medyczne z zakresu ginekologii, nagminnie odmawia się kobietom wykonania zabiegu założenia i usunięcia wkładki antykoncepcyjnej, chociaż placówki te są zobligowane świadczyć tego typu usługę w ramach podpisanego kontraktu.” – czytamy w liście wystosowanym 2 tygodnie temu do Minister Zdrowia przez Federację. List podpisało 23 organizacje.
Federacja zwraca uwagę, że niektórzy lekarzy ginekolodzy, za usługę założenia czy
wyjęcia wkładki pobierają kwoty nieproporcjonalne do stopnia trudności zabiegu.
Różnica w opłacie jest ogromna: według wyceny NFZ to około 40 zł. W cennikach prywatnych gabinetów ginekologicznych stawka ta wynosi od 800-1000 zł.
Według Federacji sprzyja to tendencjom uchylania się przychodni zakontraktowanych przez NFZ od obowiązku wykonywania wspomnianego zabiegu.
Przychodnie, które odmawiają kobietom wymiany lub założenia wkładki powołują się na brak odpowiednich warunków, przyczyny ekonomiczne lub światopoglądowe, które gwarantuje klauzula sumienia lekarza. Chodzi o pogląd, według którego metoda ta jest uważana za wczesnoporonną, choć według doniesień medycznych nie ma takiego działania, gdyż nie dopuszcza do zapłodnienia.
„Odmowa dostępu do jedynej współfinansowanej przez państwo formy antykoncepcji jest szczególnie bulwersujące w sytuacji, gdy Polki nie mają możliwości usunięcia niechcianej ciąży z uwagi na obowiązującą restrykcyjną ustawę antyaborcyjną.” – czytamy dalej w liście do Pani Minister.
Federacja otrzymuje też bardzo wiele zgłoszeń od kobiet, które nie mogą uzyskać od ginekologów recepty na antykoncepcję hormonalną, a w szczególności na antykoncepcję doraźną ( po stosunku).
List jest jednocześnie apelem, aby Ministerstwo Zdrowia w ramach nałożonego na nie obowiązku zapewnienia Polkom nieograniczonego dostępu do antykoncepcji. Do tej pory (minęło dwa tygodnie) apel ten pozostał bez odpowiedzi.
Źródło: Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny
2011-03-10




